MIŁOŚĆ CI WSZYSTKO WYBACZY

TRZY SPOJRZENIA NA DZIEDZICTWO POLSKIEJ MUZYKI

26 maja 2019 I godz. 18.00 | Kościół Środowisk Twórczych

 

KUBA STANKIEWICZ TRIO

Kuba Stankiewicz fortepian

Wojciech Pulcyn kontrabas

Sebastian Frankiewicz perkusja

Polska edycja festiwalu prezentowanego w październiku 2018 r. w Carnegie Hall | Koncert trzeci | Pionierzy jazzu prosto z Polski – Henryk Wars, Bronisław Kaper, Victor Young

„Wars, Kaper i Young na jazzowo? –  zauważy ktoś – Ależ to już było!”

Wbrew pozorom, wcale nie było.

Filmowo-jazzowa trylogia Kuby Stankiewicza, której koncertowe „streszczenie” wypełni program dzisiejszego wieczoru, jest przedsięwzięciem w dziejach polskiej i amerykańskiej fonografii bez precedensu.

***

Kilka lat temu, w jednym z wywiadów przy okazji premiery otwierającej ową trylogię płyty „The Music of Victor Young”, Kuba Stankiewicz przywołał anegdotę z udziałem wielkiego mistrza polskiego jazzu, saksofonisty Janusza Muniaka: (…) Powiedział mi –  wspomina Stankiewicz –że jego ulubioną melodią jest „Beautiful Love”. Żartował sobie: „Stareńki, to brzmi jak rosyjska melodia ludowa, jak oni mogli coś takiego w Ameryce napisać?”.  Kiedy wziąłem na warsztat muzykę Younga, zacząłem podążać jego szlakiem i odkrywać fascynującą historię jego życia, te żarty Muniaka nabrały głębszego sensu. Young był po prostu stąd – dlatego słychać u niego, te rosyjskie, polskie, słowiańskie melodie.

Nie ma wątpliwości: słynny, hollywoodzki kompozytor  Victor Young, 22 razy nominowany do Oscara, był Amerykaninem.  Z urodzenia (przyszedł na świat w Chicago), z wyboru i z przekonania. O swoich polskich korzeniach – wiele na to wskazuje – nie chciał publicznie opowiadać. Urodził się w prawdopodobnie w 1899 roku jako Abe Jabłoń (różne źródła podają różne daty) w rodzinie pochodzących z Mławy polskich Żydów. Po przedwczesnej śmierci matki, ojciec, dużo podróżujący muzyk w operowej orkiestrze, wysłał go do dziadków  w Warszawie. Tutaj Abe rozpoczął studia w konserwatorium (skrzypce i kompozycje), tutaj – już jako Wiktor Jung – zadebiutował w Filharmonii Warszawskiej. Wkrótce potem koncertował w Sankt Petersburgu dla cara Mikołaja II. Kiedy wybuchła rewolucja bolszewicka, wrócił do Warszawy, gdzie dokończył studia w konserwatorium i doczekał niepodległości Polski. W  1920 r. wyjechał do Paryża, a stamtąd – już na zawsze  – do Stanów Zjednoczonych. Rozpoczął nowe życie.

Był tytanem pracy. Napisał muzykę do ponad 300 filmów. 22 razy był nominowany do Oscara (choć dostał go tylko raz, i to pośmiertnie – za film „W 80 dni dookoła świata” z 1956 r.). Kilka z jego melodii zyskało status przebojów i to właśnie jazzmani zapewnili im nieśmiertelność.  Przykład najbardziej znamienny to piosenka „Stella by Starlight” z filmu „The Uninvited” z 1944 r. Mówi Kuba Stankiewicz: [Film]był kręcony dokładnie w tym samym czasie, kiedy w Polsce trwało Powstanie Warszawskie. Kto by u nas wtedy myślał o takich sprawach? A Miles Davis miał wtedy 18 lat. Pewnie któregoś dnia poszedł do kina, zobaczył film, spodobała mu się piosenka i pomyślał: „Ale fajne, może bym się nauczył ją grać?”. No i się nauczył, a z czasem „Stella by Starlight” stała się jego znakiem rozpoznawczym.

Właśnie: grywanie przez jazzmanów słynnych, filmowych i musicalowych melodii to praktyka częsta i owocna (na tym przecież zbudowany jest ukochany przez cały świat Great American Songbook), ale Kubie Stankiewiczowi, artyście współczesnemu i szukającemu własnych dróg ekspresji, chodziło o coś więcej. Posłużył się muzyką polskich imigrantów w Ameryce, żeby przypomnieć, jak skomplikowana i fascynująca była historia naszych tułaczek XX wieku.

***

Przez większą część dorosłego życia Polska była dla zmarłego w 1956 r. Younga zamkniętym rozdziałem. Nie odwiedził jej po II Wojnie Światowej, nie pielęgnował związków z innymi imigrantami.  Członkowie rodziny  wspominali, że jedną z nielicznych osób, z którymi rozmawiał po polsku, był młodszy o kilka lat i robiący równie olśniewającą karierę w Hollywood Bronisław Kaper.  A ktoś kto przyjaźnił się z Kaperem, jakoś tam za Polską na pewno tęsknił. Trudno było bowiem w Hollywood o większego polskiego patriotę i miłośnika polskiej kultury.

Bronisław Kaper urodził się w 1902 r. w dobrze sytuowanej żydowskiej, warszawskiej rodzinie. Studiował prawo (które ukończył, gdyż rodzice nalegali, choć nigdy nie rozpoczął praktyki)  i muzykę, z którą zawodowo związał swoje życie już w okolicach matury, stawiając – uwaga! – na piosenkę kabaretową. A że we wczesnych latach 30. nie było w Europie miejsca, gdzie ten rodzaj sztuki rozwijałby się równie bujnie, po nauki wyjechał do Berlina. Długo ta rezydencja nie trwała: w Niemczech do władzy doszedł Hitler i dla młodego Żyda przestał to być bezpieczny kraj. Kolejnym przystankiem był Paryż. Tam też spotkał legendarnego producenta filmowego Louisa B. Mayera, któremu spodobała się emitowana bez ustanku w radiu piosenka „Ninon” Jana Kiepury – przebój, który dla słynnego tenora Kaper napisał do spółki z Walterem Jurmannem. Mayer –  w owym czasie niekwestionowany król Fabryki Snów –  obu młodzieńców zabrał ze sobą do Ameryki.
W Hollywood Kaper spędził blisko pół wieku. Napisał muzykę do 150 filmów, w 1953 r. zdobył Oskara (za film „Lili”). Stał się też jednoosobową instytucją, nieformalnym ambasadorem polskiej kultury. Przez jego dom przewijały się tłumy oczekujących wsparcia na różnych etapach kariery przybyszów z Polski, a on sam wydawał majątek na telefoniczne rozmowy z przyjaciółmi na drugim końcu świata, za Żelazną Kurtyną (gdzie, koniec końców, i tak przyjechał w latach 60.). Zmarł w 1983 r.
Najsłynniejsze melodie Kapera –  „On Green Dolphin Street”, „Invitaton” czy wspomniany już „Ninon” –  to dziś międzypokoleniowe standardy. Nie ma dnia, by gdzieś na świecie, w sali koncertowej lub małym klubie, jakiś jazzman nie włączał ich do programu swojego koncertu lub jam session.  Mało kto wie – także w Polsce! – że owe kompozycje owe mają z Polską coś wspólnego, ale…  czyż nie jest tak, że najlepsza muzyka nie ma narodowości?

***

Życiorys Henryka Warszawskiego (rocznik 1942) – w Polsce lepiej znanego jako Henryk Wars, a w USA jako Henry Vars – ma hollywoodzki rozmach, a on sam, jest, jak się wydaje, kompozytorem najlepiej nad Wisłą pamiętanym. Nic dziwnego: zanim na zawsze opuścił kraj (w kontekście jego wojennej tułaczki trudno tu o słowo „emigracja”), był już tutaj twórcą spełnionym, uznanym i rozchwytywanym. Jego piosenki zdążyły – zanim przejechał przez Polskę walec historii – wejść do szerokiego obiegu i stać się częścią kultury popularnej.

Był jednym z pierwszych w Warszawie liderów zespołu jazzowego, autorem przebojów, wziętym kompozytorem muzyki filmowej. A do tego był żołnierzem. Walczył z Niemcami we wrześniu ’39 r., uciekł z niewoli,  przedostał się do zajętego przez Związek Radziecki Lwowa (gdzie założył zespół big band!), wstąpił do polskiej armii gen.Andersa, z którą, jako szef orkiestry, przeszedł pół świata, a w 1946 r. osiadł w USA. Dzięki reputacji, jaką w Hollywood cieszył się Bronisław Kaper, mógł Wars, polski kompozytor i jeszcze jeden żydowski wygnaniec,  liczyć na dobry start w show-biznesie, ale i tak – pamiętajmy – był to nowy początek dla człowieka dobrze już po 40. Wars aranżował i komponował muzykę filmową i telewizyjną, pisał piosenki dla popularnych piosenkarzy.  Zmarł w 1977 r. w Los Angeles, nie ciesząc się może wielką sławą i zapierającą dech w piersiach fortuną, za to osiągnąwszy stabilny dobrobyt i ogromny szacunek w artystycznym środowisku Miasta Aniołów. Z naszej, polskiej perspektywy to właśnie jego twórczość najlepiej poradziła sobie z upływem czasu. Melodie Warsa zna chyba każdy dorosły Polak: „Miłość Ci wszystko wybaczy”, „Ach, jak przyjemnie”, „Na pierwszy znak”… To evergreeny, grane i śpiewane praktycznie nieustannie w radiu i telewizji, w teatrach, kabaretach, eksploatowane mitotwórczo jak – skądinąd fałszywy – obraz przedwojennej sielanki. Na tym przecież polega siła muzyki, by przenosić słuchacza do nieistniejącego świata, czyż nie?

***
Pomysł Kuby Stankiewicza na muzykę Younga, Kapera i Warsa jest genialny w swojej prostocie i – będąc w opozycji do obowiązujących dziś w muzyki rozrywkowej i jazzie trendów – pozostaje na swój sposób awangardowy. Interpretacje pianisty z jednej strony opierają się na urodzie oryginalnych melodii, a z drugiej – na subtelnym brzmieniu i wyważonej ekspresji  swingującego tria.  Jeśli szukać elementu, który – pośród innych zalet – szczególnie wyróżnia  kunszt pianistyczny Stankiewicza, to bez wątpienia są to niebiańskie, liryczne introdukcje do ballad. Tak czule, jak on, jazzu na fortepianie nie gra chyba nikt. Z licznego grona znakomitych polskich pianistów jazzowych – to temat na osobny koncert! –  tylko on do każdego zagranego dźwięku podchodzi z taką pieczołowitością, namysłem i wrażliwością.

Będą Państwo tym odczytaniem muzyki Younga, Kapera i Warsa zachwyceni!

 

Adam Domagała

od wielu lat należy do ścisłej czołówki polskich pianistów jazzowych. W drugiej połowie lat 80. grał z zespołem Jana Ptaszyna Wróblewskiego, potem z kwintetem i kwartetem Zbigniewa Namysłowskiego (płyty Open i Song Of Innocence). W latach 1987-1990 studiował w Berklee College of Music w Bostonie (dyplom w klasie fortepianu), gdzie został wyróżniony Nagrodą Oscara Petersona. Był półfinalistą prestiżowego Międzynarodowego Konkursu Pianistów Jazzowych im. Theloniousa Monka w Waszyngtonie. Z działalności amerykańskiej Stankiewicza warto także przypomnieć jego współpracę z orkiestrą legendarnego klarnecisty i bandleadera Artiego Shawa. Po powrocie do kraju zakłada kwartet z Henrykiem Miśkiewiczem, Adamem Cegielskim oraz Cezarym Konradem, i nagrywa w 1993 roku płytę Northern Song (wybraną przez czytelników Jazz Forum Płytą Roku), potem współtworzy formację Traveling Birds (Darek Oleszkiewicz, Piotr Wojtasik, Piotr Baron, Cezary Konrad), której nagrania (Traveling Birds Quintet, 1994 i Return To The Nest, 1995) ugruntowały jego mocną pozycję na krajowej scenie. Wśród innych muzyków, z którymi grał, warto wymienić Scotta Hamiltona, Arta Farmera (płyta Art In Wrocław), Sheilę Jordan, Janusza Muniaka, Tomasza Szukalskiego i Annę Marię Jopek.

 

Pod koniec lat 90. powstaje nostalgiczny album „Ulice wielkich miast” z opracowaniami piosenek zmarłej w 1997 roku Agnieszki Osieckiej. A w kilka lat później bezprecedensowy na gruncie jazzu Chopin Songbook z jazzowymi ujęciami pieśni (osobno w wersjach polskiej i angielskiej), który zespół przedstawił także na festiwalu Jazz Jamboree w roku 2003 i po długiej przerwie ponownie w roku 2010 (kilkakrotnie) w ramach Roku Chopinowskiego (w tym również na festiwalu Chopin i jego Europa w Warszawie). W 2012 roku Kuba Stankiewicz nagrał autorski album Spaces, który otrzymał nominację do Wrocławskiej Nagrody Muzycznej. W lutym 2013 roku album został nominowany do dorocznej nagrody Akademii Fonograficznej FRYDERYK 2013 w kategorii Album Roku – Muzyka Jazzowa. W tym samym roku ukazała się jego solowa płyta z własnymi interpretacjami muzyki filmowej Wojciecha Kilara.

 

W 2014 roku Kuba Stankiewicz dokonał w studio w Los Angeles – wraz z Peterem Erskine’m i Darkiem Oleszkiewiczem – nagrań na płytę z utworami Victora Younga. Krążek ukazał się nakładem wydawnictwa Warner Classics. W 2015 odbyła się w USA seria koncertów promujących album. Pianistyka Kuby Stankiewicza, choć wyrasta z klasycznych amerykańskich wzorów, częściej zmierza w stronę romantycznej liryki niż dynamicznych ekstremów. Jest to jednak w każdym wypadku rasowy jazz osadzony w przekonującym timingu, otwarty na partnerów. Kuba Stankiewicz w ostatnich latach w coraz większym stopniu zajmuje się działalnością pedagogiczną (w 2009 roku obronił doktorat na Akademii Muzycznej we Wrocławiu, a w styczniu 2016 roku otrzymał tytuł doktora habilitowanego w dziedzinie sztuk muzycznych w dyscyplinie artystycznej – instrumentalistyka), jest także wysoko cenionym specjalistą od muzycznych programów komputerowych. (Apple Certified Logic Trainer).

Organizacja: Fundacja Pro Academia Narolense Kierownictwo Artystyczne Festiwalu: Bogusław Kłosiewicz Opracowanie graficzne: Rafał Horsztyński kontakt: fundacja@narolarte.pl